Trzy tygodnie w górach minęły. Oj, ciężko wrócić do domowej rzeczywistości. Dobrze, że dużo się dzieje i nie mam czasu tęsknić za górami ;)
Dzisiaj pierwsza z 5 relacji z Tatr. Wycieczka na rozgrzewkę i trochę aklimatyzacji.
19 lipca 2017 r.
Z Kościeliska jedziemy do Toporowej Cyrhli autobusem miejskim linii z numerem 11. To całkiem ciekawa opcja, jeśli ktoś chce zobaczyć po drodze Zakopane z okna i podziwiać widoki. Nie jest to najszybsza opcja dojazdu, ale tego dnia nigdzie nam się nie spieszy.
Ostatni odcinek drogi, tuż przed Cyrhlą jest naprawdę piękny i w zasadzie warto się tam przejechać nawet dla samych widoków. Szczególnie jeśli przez 2 pierwsze dni pobytu nie widziało się nawet kawałka gór, bo chmury przykrywały dosłownie wszystko...
| Widoki z Cyrhli są piękne! |
Z przystanku musimy się kawałeczek cofnąć do szlaku. A potem jest, stawiam pierwsze kroki na tatrzańskim szlaku. Czekałam na to 9 lat, od kiedy tylko wróciłam z pierwszego wyjazdu w Tatry, jeszcze jako dzieciak. Przez te 9 lat nauczyłam się niemal całej topografii Tatr. I czekałam. Czekałam. Aż w końcu wreszcie się udało.
| Tak wygląda początek szlaku. Pogoda jest piękna i wszystko zapowiada się wyśmienicie! |
| Już zaraz, za moment, odsłonią się widoki |
Tu szlak rozdziela się. Dołem idzie niemal płaska ścieżka dla mniej zaprawionych w górskich wojażach, a ci, którzy chcą zdobyć szczyt powinni wybrać drogę w górę.
Czym wyżej wchodzimy w górę, tym piękniejsze mamy widoki. Jedyne ci mąci nasz zachwyt, jest ilość śniegu w Tatrach Wysokich. Ale na to nie mamy wpływu.
| Przed nami cała grań Orlej Perci. Dołem idzie ścieżka omijająca szczyt. |
Szybko wchodzimy na grzbiet i od tego momentu z jednej strony mamy Tatry, a z drugiej Zakopane. Po drodze mijamy małe skałki, na które można wejść, jeżeli kogoś rozpiera energia. (Tak, to ja ;))
| Jedna ze skałek, na którą oczywiście musiałam wejść ;) |
Na szczycie (1328 m n.p.m.) jest kilkanaście osób, ale bez problemu można sobie usiąść i odpocząć chwilę. I oczywiście zrobić zdjęcia.
| Od Koszystej aż po Zawrat. Najwyższe wierzchołki są w chmurach. |
| Widok na Nosal i dalej na pasmo Gubałówki |
| Tatry Zachodnie |
| Zakopane i okoliczne miejscowości. A w tle, ledwie widoczne, Gorce. |
Zejście jest trochę bardziej strome niż wejście, ale nie powinno nikomu sprawić większych problemów. Schodzimy na Polanę pod Kopieńcem, gdzie łączą się oba warianty szlaku.
| Na dole widać już Polanę pod Kopieńcem |
Teraz czeka nas około pół godziny drogi zanim dojdziemy do Olczyskiej Polany. Droga jest szeroka i wygodna, więc możemy się rozglądać bez obaw o potknięcie na pierwszym lepszym kamieniu.
| Jest pięknie :) |
| Tu byliśmy! Kopieniec w pełnej okazałości. |
Na polanie do zielonego szlaku dołącza żółty, którym będziemy teraz szli. Przy skrzyżowaniu przepływa Olczyski Potok.
| Mogłabym tu siedzieć godzinami :) |
Jeśli nie ma za dużo ludzi, można usiąść sobie na jednym z wielu głazów i popatrzeć na wzburzoną wodę. Górskie potoki zawsze mnie zachwycały. Dlaczego? Sama nie wiem. To chyba dla mnie symbol natury. Dzikie, nieujarzmione i nieobliczalne. A jednocześnie tak piękne i urzekające. Takie połączenie może pochodzić tylko z przyrody.
Kilka minut później dochodzimy do Olczyskiego Wywierzyska. Niestety na pomoście jest niewiele miejsca, więc nie ma też czasu na dłuższe oglądanie. Warto jednak pamiętać, że jest to największe wywierzysko w Polskich Tatrach i jego wydajność to średnio 500 l/s. Woda natomiast ma temperaturę wahającą się od 4 do 5 stopni.
| Olczyskie Wywierzysko |
Dalsza droga zaczyna już piąć się pod górę.
| Cały czas w górę |
| Ostatni odcinek przed przełęczą to schodki |
Powoli, trawersując zbocza, zdobywamy Nosalową Przełęcz (1103 m n.p.m.).
| Przed nami już szczyt! |
Stąd czeka nas już ostatnie podejście pod szczyt. Ostatni odcinek pokonujemy po skale, ale spokojnie, nawet mniejsze dzieci powinny sobie bez problemu poradzić.
| Widok spod szczytu |
| A tu trzeba kawałek przejść po skale, jednak nikt nie powinien mieć z tym problemu. |
Jesteśmy na szczycie. Nosal (1206 m n.p.m.).
| Tu z dołu przyszliśmy |
Nie jest to szczyt wysoki. Ale panorama, która się z niego rozciąga naprawdę zasługuje na docenienie.
| Od lewej Czerwone Wierchy i Giewont, a od prawej m.in. Sarnia Skała i Osobita |
| W dole widać dolną stację kolejki na Kasprowy Wierch. |
| Na drugim planie widać Skupniów Upłaz, a od lewej na trzecim planie, po kolei Świnica, Beskid, Kasprowy Wierch i Czerwone Wierchy. |
Na Nosalu jest już trochę więcej ludzi niż na Kopieńcu, ale nadal nie jest to tłok. Można bez problemu zrobić dłuższy odpoczynek, a co niektórzy nawet z kocem przyszli ;) Tak więc, Nosal można chyba uznać za rodzinny szczyt.
| Kontemplując... |
My na górze spędzamy około 30 minut, ponieważ mamy dużo czasu do odjazdu autobusu.
Zejście jest zdecydowanie bardziej widokowe niż wejście, ponieważ przez pół drogi idziemy skalną grzędą po odsłoniętym terenie.
| Na większość tych skalnych występów można wejść |
| Widok na szczyt. Można zauważyć stojących ludzi. |
Należy tu jednak zachować ostrożność, ponieważ skała jest dość krucha i miejscami łatwo o poślizgnięcie, szczególnie, gdy jest mokro.
| Masyw Nosala |
Ostatni odcinek szlaku to dość stromy trawers w dół. A potem już tylko wzdłuż potoku Bystra do ronda w Kuźnicach, gdzie na przystanku kończymy wycieczkę.
Podsumowując, 10 km mija nam bardzo szybko. Mi do końca dnia banan nie schodzi z twarzy i chodzę cała w skowronkach. Nie wiem skąd mi się to bierze, ale w górach po prostu jestem szczęśliwa. Jedno spojrzenie i już następuje poprawa humoru ;)
Dla kogo mogę polecić tę wycieczkę? Dla każdego! Dla osób już trochę starszych, dla tych, którzy są w Tatrach pierwszy raz albo, dla których to dopiero pierwsza wycieczka. To też dobra opcja dla rodzin z mniejszymi dziećmi, które nie podołają trudom długich wędrówek. Problemu nie powinny mieć też osoby z lękiem wysokości.
Był ktoś na Kopieńcu albo Nosalu? Jakie wrażenia? :)
P.S. Następna relacja będzie z jaskiń w dolinie Kościeliskiej ;)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz